Po mocno zaimprezowanej środzie, weekend odpuściłam.
Uciekłam przed melanżem.
Czwartek był ciężki. Godzina snu przed pracą nie jest jednak
optymalnym czasem na otrząśnięcie się z nocy pełnej wrażeń.
Ale do rzeczy.
Umówiłam się oczywiście
tylko „na piwko” z W. I oczywiście już
po jednym piwku, mimo bólu gardła i wyraźnych objawów nadchodzącej choroby, na
myśl przyszedł mi on… melanż. Wiedziałam, że moi znajomi będą na mieście.
Zawsze są. A zresztą już po sobotniej imprezie wszyscy wysyłali mi zaproszenia
do różnych wydarzeń na fejsie. A ja szłam w zaparte, że nigdzie nie idę. Po
skontaktowaniu się z M. uzgodniłyśmy, że spotykamy się w SQ. Tak też było. Nie
umiem nawet opisać co działo się na tej imprezie, bo nie bardzo pamiętam. Czas
leciał szybko i wolno równocześnie. Tańcząc jak szalona w tłumie ujrzałam D -
koleżankę z klasy w LO. Właściwie od zakończenia szkoły widziałam ją raz, przez
pięć minut… też w klubie. Tym razem jednak mnie zaszokowała, bowiem była
kompletnie naćpana. Nie spodziewałabym się tego po niej… ale w sumie teraz po
wszystkich trzeba spodziewać się wszystkiego. D była grzeczniutką na pozór
dziewczyną. Wychowywała się z mamą, bratem i siostrami. Tata umarł kiedy była
mała. Jej życie zawsze budziło ciekawość. Co tydzień robiła w Internecie
zamówienia na kilkaset złotych na drogie ciuchy T. Hilfingera i kosmetyki od
Chanel mimo, że malować się kompletnie nie umiała. Skąd miała na to pieniądze?
Ostatnimi czasy natomiast zasłynęła na Instagramie z „Zupełnie naturalnymi”
zdjęciami ze swoimi torebkami M. Corse’a i sprzętem Apple. Koledzy jej chłopaka
(Z którym była już w liceum i wszyscy dookoła, chyba oprócz niego, wiedzieli,
że kompletnie go nie kocha) oczywiście byli w środę na straży. Jako oddani
przyjaciele zadzwonili do niego i poinformowali o stanie, w jakim znajduje się
D. a on… przyjechał natychmiast do klubu tylko po to, by z nią zerwać.
Ja nie byłam wcale grzeczniejsza w tę środę. Jakoś po
drugiej przyjechał D. Co chwilę ciągnął mnie do łazienki. Na parkiecie
odwalaliśmy jakieś porno, nie chcę nawet o tym myśleć, bo czuję lekkie
zażenowanie. Starałam się go jednak stopować jak mogłam. Zanim przyjechał jeden
z dj ciągle patrzył w moją stronę i się uśmiechał. Podobno ma żonę i dziecko,
ale kto by się tym przejmował. No ale później pewnie nagapił się na to porno w
stanie lekkiej nieważkości.
Pewnie dużo by tu jeszcze opowiadać, ale nie pamiętam. Jest
już niedziela, trochę czasu minęło. Do
domu wróciłam bezpiecznie taksówką, D. zawsze o to dba. Poszłam spać o 4:50,
wstałam o 5:40. Rano, kiedy spojrzałam w
lustro, oczy miałam „jak pinć złoty”.
Dzisiaj umówiłam się z W. na piwo, musimy pogadać o tym, co
się działo. Nie widziałyśmy się od środy. Dzięki Bogu jest niedziela i mam
nadzieję, że nie znajdę żadnej imprezy. Nie muszę chyba nawet mówić, że po
środzie jestem chora jak cholera.
Post dodany z tygodniowym opóźnieniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz