sobota, 13 grudnia 2014

03. Klątwa jednego piwka

Po mocno zaimprezowanej środzie, weekend odpuściłam. Uciekłam przed melanżem.
Czwartek był ciężki. Godzina snu przed pracą nie jest jednak optymalnym czasem na otrząśnięcie się z nocy pełnej wrażeń.
Ale do rzeczy.
Umówiłam się oczywiście tylko „na piwko” z W. I oczywiście już po jednym piwku, mimo bólu gardła i wyraźnych objawów nadchodzącej choroby, na myśl przyszedł mi on… melanż. Wiedziałam, że moi znajomi będą na mieście. Zawsze są. A zresztą już po sobotniej imprezie wszyscy wysyłali mi zaproszenia do różnych wydarzeń na fejsie. A ja szłam w zaparte, że nigdzie nie idę. Po skontaktowaniu się z M. uzgodniłyśmy, że spotykamy się w SQ. Tak też było. Nie umiem nawet opisać co działo się na tej imprezie, bo nie bardzo pamiętam. Czas leciał szybko i wolno równocześnie. Tańcząc jak szalona w tłumie ujrzałam D - koleżankę z klasy w LO. Właściwie od zakończenia szkoły widziałam ją raz, przez pięć minut… też w klubie. Tym razem jednak mnie zaszokowała, bowiem była kompletnie naćpana. Nie spodziewałabym się tego po niej… ale w sumie teraz po wszystkich trzeba spodziewać się wszystkiego. D była grzeczniutką na pozór dziewczyną. Wychowywała się z mamą, bratem i siostrami. Tata umarł kiedy była mała. Jej życie zawsze budziło ciekawość. Co tydzień robiła w Internecie zamówienia na kilkaset złotych na drogie ciuchy T. Hilfingera i kosmetyki od Chanel mimo, że malować się kompletnie nie umiała. Skąd miała na to pieniądze? Ostatnimi czasy natomiast zasłynęła na Instagramie z „Zupełnie naturalnymi” zdjęciami ze swoimi torebkami M. Corse’a i sprzętem Apple. Koledzy jej chłopaka (Z którym była już w liceum i wszyscy dookoła, chyba oprócz niego, wiedzieli, że kompletnie go nie kocha) oczywiście byli w środę na straży. Jako oddani przyjaciele zadzwonili do niego i poinformowali o stanie, w jakim znajduje się D. a on… przyjechał natychmiast do klubu tylko po to, by z nią zerwać.
Ja nie byłam wcale grzeczniejsza w tę środę. Jakoś po drugiej przyjechał D. Co chwilę ciągnął mnie do łazienki. Na parkiecie odwalaliśmy jakieś porno, nie chcę nawet o tym myśleć, bo czuję lekkie zażenowanie. Starałam się go jednak stopować jak mogłam. Zanim przyjechał jeden z dj ciągle patrzył w moją stronę i się uśmiechał. Podobno ma żonę i dziecko, ale kto by się tym przejmował. No ale później pewnie nagapił się na to porno w stanie lekkiej nieważkości.
Pewnie dużo by tu jeszcze opowiadać, ale nie pamiętam. Jest już niedziela, trochę czasu minęło.  Do domu wróciłam bezpiecznie taksówką, D. zawsze o to dba. Poszłam spać o 4:50, wstałam o 5:40. Rano, kiedy spojrzałam  w lustro, oczy miałam „jak pinć złoty”.


Dzisiaj umówiłam się z W. na piwo, musimy pogadać o tym, co się działo. Nie widziałyśmy się od środy. Dzięki Bogu jest niedziela i mam nadzieję, że nie znajdę żadnej imprezy. Nie muszę chyba nawet mówić, że po środzie jestem chora jak cholera.



Post dodany z tygodniowym opóźnieniem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz